Próba Sił - T.S. Tomson

Tytuł: Próba Sił
Autor: T.S. Tomson
Wydawnictwo: Novae Res

Dobry horror to nie tylko mocne sceny i pojawiające się co kilka stron straszydła. To przede wszystkim napięcie, tajemnica i wiele niewiadomych. To także dobrze przemyślana fabuła, realni bohaterowie i przede wszystkim pomysł, który wciąga od pierwszego rozdziału. Lubię horrory, bo po prostu lubię się bać. Często wypatruję więc jakiś książkowych nowości, by móc przeczytać je wieczorem, w pustym mieszkaniu, przy zapalonej lampce. Taką nowością, intrygującą historią, o której zrobiło się głośno we wszystkich książkowych mediach okazała się Próba sił wydana przez Novae Res. W krótkim czasie zyskała zarówno zwolenników, jak i przeciwników. W końcu padło i na mnie, też chciałam się przekonać na własne oczy, w czym tkwi jej fenomen, albo wręcz przeciwnie, gdzie są te braki, o których część czytelników wspominała.

O książce:
W sennym do tej pory miasteczku Tensas, gdzieś w Ameryce, zaczynają dziać się niepokojące rzeczy. Zbliża się Boże Narodzenie, ale atmosfera daleka jest od świątecznego nastroju. Tajemnicze samobójstwo jednego z mieszkańców, dziwne zachowanie pastora podczas pogrzebu, widmowe postacie, które pojawiają się znikąd – wszystko to pogłębia atmosferę grozy. I jeszcze pewna latarnia, która jest niemym świadkiem wydarzeń...
Losy Katie, Stephena i ich córki splotą się z czwórką nieznajomych osób, z którymi wspólnie będą musieli się zmierzyć z siłami, o istnieniu których nie mieli pojęcia. Stawką jest życie Amy, muszą więc zrobić wszystko, by pomyślnie przejść próbę, na jaką wkrótce zostaną wystawieni...




Moje zdanie:
Jak było? Niestety przeciętnie.
Książka ma dobry wstęp, jest dość intrygująco, kilka pierwszych rozdziałów rozbudza apetyt. Mamy zimę, jest mroźno, szybko się ściemnia. Jest też małe miasteczko, gdzieś na końcu świata, w którym zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Niestety... wraz z dalej czytanymi stronami "uroki" pryskają, a odczuwalny początkowo nastrój niepokoju zastępuje opadanie powiek. Opowieść zwalnia, przeciąga, dłuży, by znów przyspieszyć na kilka ostatnich stron. Ale to za mało, by wywołać jakieś "wow".
Jak dla mnie, chociaż mamy w historii kilka "straszydeł" (bez spojlerów!), to jednak trudną tą książkę zaliczyć do horrorów. Brak tutaj typowej gęsiej skórki, tego wrażenia, że ktoś stoi tuż za nami, gdy zaczytujemy się w fabułę. Taka pseudo-straszna powieść "klasy B", z raptem kilkoma w miarę dobrymi scenami.
Autor trochę strzelił sobie w kolano, bo powieść przeniósł do Ameryki, zamiast trzymać się ojczystego ogródka. Wyszło trochę karykaturalnie. Tak się składa, że Polska i Amerykańska mentalność i kultura są różne, więc stosując nasze powiedzonka, związki frazeologiczne powoduje, że całość wygląda nierealnie i jest po prostu bardzo naciągana. Czyżby wszystko co związane z USA lepiej się sprzedawało?
Nie jestem też niestety fanką tego jak zostały zbudowane postacie. Wiemy o nich w głównej mierze tylko tyle, ile same powiedzą. Nie ma głębszej warstwy, ani psychologicznych opisów. Tektura.
Kuleje też korekta. Chociaż nie jestem "grammar nazi", to jednak błędy rzucają się w oczy, a jest ich sporo, więc ciężko o nich nie wspomnieć.
to debiut, co oczywiście widać. Myślę, że autorowi nie pomogło też samo wydawnictwo, bo jednak tak widoczne gafy w tekście powinny zostać zauważone przy ostatecznych poprawkach. Cieszę się, że T.S Tomson podpisał umowę z wydawnictwem Vesper. Liczę, że ich doświadczenie, wraz z rozwojem samego pisarza da nam kolejne, całkiem dobre powieści. Od czegoś w końcu trzeba zacząć.

Ocena: 4/10

9 komentarzy:

  1. Zimowa sceneria i odizolowane miasteczko to bardzo kuszące dla mnie wątki. Szkoda więc, że powieść nie rozwinęła w pełni swojego potencjału. Może kiedyś przeczytam, lecz najprawdopodobniej zapytam o ten tytuł w bibliotece. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziękuję za tę książkę... zresztą nie brzmi ciekawie

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że uprzedziłaś, bo miałam ją w planach, ale w takim razie sobie daruję

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakoś nie do końca czuje się przekonana do tej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że książka nie została dopracowana. Mimo wszystko przeczytam ją, bo lubię wspierać debiuty. 😊

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja nie lubię horrorów, bo nie lubię się bać. :) Ale zdarzają się takie, które miałabym ochotę przeczytać. Na ten jednak się nie zdecyduję z pewnością. Kulejąca korekta woła o pomstę do nieba.

    OdpowiedzUsuń
  7. Już mam tę książkę i zapewne ją przeczytam, ale nie prędko. Ty z kolei jesteś kolejną osobą niezadowoloną z tej książki.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię debiuty, więc może dam szansę tej książce. Trochę się jednak obawiam, że i dla mnie może być przeciętna.

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda, ze wypadlo przeciętnie. Juz ostrzylam sobie na nią ząbki

    OdpowiedzUsuń