Czas Zmierzchu - Dmitry Glukhovsky

Tytuł: Czas Zmierzchu
Autor: Dmitry Glukhovsky
Wydawnictwo: Insignis

Dmitry Glukhovsky to pisarz, którego zna każdy, kto chociaż trochę interesuję się literaturą postapokaliptyczną czy powieściami z gatunku fantasy. Jego universum stworzone w ramach książek Metro 2033, Metro 2034 i Metro 2035 zdobyło wielu wielbicieli. Powieści, gry komputerowe, kolejne projekty autorów z różnych stron świata to już dzisiaj kultowe wręcz przedsięwzięcie na skalę światową. Swoją nową powieścią "Czas Zmierzchu" autor ten udowadnia, że nie jest więźniem jednego świata, i zdecydowanie należy mu się tytuł powieściopisarza najczystszej wody.

Głównym bohaterem powieści jest Dmitrij Aleksiejewicz, na co dzień zajmujący się tłumaczeniem na rosyjski prostych, anglo- i francuskojęzycznych tekstów. Brak pieniędzy na opłacenie bieżących rachunków zmusza bohatera to podjęcia się przetłumaczenia starego, hiszpańskiego manuskryptu. Dokument ten okazuje się być dziennikiem jednego z członków wyprawy, która w XVI wieku miała za zadanie znaleźć najcenniejszą księgę Majów, od której zależą losy całego świata.
Praca nad tłumaczeniem dość szybko wzbudza w Dmitriju chorobliwą ciekawość, rosnącą z każdym kolejnym przeczytanym rozdziałem. W miarę jak praca nad tłumaczeniem posuwa się naprzód, wokół zaczynają się dziać rzeczy co najmniej dziwne... Zupełnie jakby coś, co kryło się na kartach dziennika o wyprawie do kolebki Majów przenikało do współczesności. Powieść obyczajowa zamienia się w fantastykę, kończy się przyziemna sielanka.

"Gdyż nieszczęście świata w tym, że chory jest Bóg jego,
stąd i świat choruje. W gorączce jest Pan i jego dzieło gorączkuje.
Umiera Bóg i stworzony przez niego świat umiera."

Cóż mogę powiedzieć:
Pierwsze spotkanie z D. Glukhovskym zaliczam do naprawdę udanych, a Czas zmierzchu uznaję za dobrą, wciągającą książkę. Ba! Co ważne, powieść ta zmusiła mnie do kilku przerw, by samemu zacząć zagłębiać się w cywilizację majów i szukać informacji o występujących w tej powieści bohaterach. (Tak, tak Drodzy Państwo, Diego De Landa faktycznie istniał :) )
Fabuła jest genialna zarysowana – są tajemnice świata majów, są monstra z piekła rodem i jest dreszczyk emocji. Warto nadmienić, że w pewnych momentach lektury autentycznie się bała, a już dawno żadna książka nie wywołała u mnie strachu. Język którym posługuje się autor, jest lekki, elastyczny, natomiast na pewno nie można użyć słowa "banalny".
Jedynym minusem jest samo zakończenie. Niby powinno zmuszać do reflekcji nad nieuchronnością śmierci każdego człowieka, jednak dla mnie było mdłe i bez wyrazu. Odczułam wrażenie, że autor zupełnie nie miał pomysłu.

Rzecz o której chciałabym wspomnieć na sam koniec, to szata graficzna książki. Muszę przyznać, że oddaje w pełni klimat . Mroczne rysunki, hiszpańskie tytuły i okładka, która przyciąga wzrok są niewątpliwymi atutami. Tutaj bardzo, ale to bardzo duży plus!


"Jestem tu już całą wieczność i gotów jestem tkwić w tym miejscu jeszcze równie długo.
I nie porzucę swojego posterunku, póki nie zobaczę, jak poprzez kłęby burzowych chmur gdzieś niewiarygodnie daleko przebłyskuje pierwszy promyk podnoszącego się z łoża śmierci Słońca."


Książkę gorąco polecam.

Ocena: 8/10 


8 komentarzy:

  1. Wstyd przyznać ale nie czytałam jeszcze żadnej książki tego autora. Czas najwyższy nadrobić zaległości. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię serie „metro”, wiec tę pozycje tez przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaintrygowało mnie to zakończenie fantastyke lubie wiec myśle że to coś dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam tego autora <3 Ten tytuł na razie mam jeszcze w planach, ale niedługo będzie czytany :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam jeszcze nic Gluhovskiego, ale zamierzam nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń